Search

JESIEŃ W 23. BLT (Polska, EPMM)

Znakomita większość fanów lotnictwa spodziewała się zakończenia sezonu pokazowo-lotniczego w Axalp w Szwajcarii, jednak nie członkowie SPFL. W środę 23 listopada 2016 na specjalne zaproszenie od Dowództwa  jednostki odwiedziliśmy po raz kolejny 23 Bazę Lotnictwa  Taktycznego w Janowie koło Mińska Mazowieckiego. W związku z planowanymi zmianami strukturalnymi w jednostce wspólnie z kadrą lotniczą chcieliśmy zamknąć tą wizytą bieżący sezon lotniczy. Prognozy pogody zapowiadały bardzo przyzwoite warunki do fotografowania, a plan lotów popołudniowo-nocnych budził wielkie nadzieje na złapanie niezapomnianych kadrów. Podczas naszej obecności mieliśmy okazję, by odwdzięczyć się pilotom za ich gościnność naszymi zdjęciami, które dzisiaj dumnie wiszą na ścianach domku pilota. Plan lotów przewidywał starty i lądowania najmłodszych stażem pilotów w ramach szkolenia i treningów na nowym dla nich statku powietrznym, jakim jest MiG-29.  Mieliśmy również okazję obserwować start pary dyżurnej w pełnym bojowym rynsztunku. Dwa ostatnie starty były wykonane przez bardziej doświadczonych pilotów a wręcz „MiG Masterów”, a wśród nich – pułkownika pilota Piotra „Kumana” Iwaszkę.  Większość startów była okraszona dynamicznym rozbiegiem na dopalaniu. Po powrocie z wyznaczonej strefy powietrznej treningu piloci kilkukrotnie wykonywali rutynowe touch & go  oraz przeloty na niskim pułapie, na co pozwalały rezerwy paliwa w zbiornikach samolotów. Wszystko to, wraz z otaczająca nas scenerią i pogodą, wymalowało w matrycach naszych aparatów fantastyczne obrazy. Po lądowaniach z użyciem spadochronów hamujących i kołowaniach na CPPS mogliśmy z bliska obserwować i fotografować pracę techników i pilotów w ramach obsługi polotowej, również w scenerii zachodzącego słońca. Wizyta 23 listopada była nie tylko zwieńczeniem fotograficznego sezonu dla pilotów z Mińska i świrów lotniczych z Air-Action, ale także okazją do jakże miłego spotkania, podczas którego można było powymieniać sie fotograficznymi doświadczeniami z minionego okresu i powspominać lotniczy 2016 rok. A wszystko to w jakże zacnym towarzystwie MiG-ów i pilotów kultywujących tradycje 1PLM oraz Dywizjonu 303. Łukasz Kulik

RAF BRIZE NORTON (Wielka Brytania, EGVN)

W dniu 29 października 2016 r. największa baza Royal Air Force otworzyła swoje bramy dla grupy prawie 200 entuzjastów lotnictwa. Wybrani szczęśliwcy zostali zaproszeni na fotograficzny wieczór z obietnicą złapania czegoś odmiennego...i czegoś znacznie większego niż zazwyczaj! Przedstawiamy dla Was relację z wizyty w RAF Brize Norton. RAF Brize Norton to największa czynna baza w Wielkiej Brytanii. Z 6000 członkami personelu, 1100 przedsiębiorcami i 350 cywilnymi pracownikami i bagatela 8 eskadrami jest kluczowym miejscem dla transportu i logistyki wojskowej dla Wielkiej Brytanii i krajów NATO. To tutaj właśnie odbywają się wszelkie zadania związane z transportem wojskowym, tankowaniem w powietrzu i transportem oddziałów wojskowych oraz niesieniem pomocy w czasie różnych kataklizmów na całym świecie. W ten sobotni wieczór po bardzo szczegółowym sprawdzaniu (kontrola nawet była ze specjalnie wyszkolonymi psami wojskowymi) przetransportowano nas autobusami do kompleksu należącego do 99 eskadry Royal Air Force. Oficjalna odprawa na temat bezpieczeństwa na płycie lotniska odbyła się w barze jednostki, gdzie w oczekiwaniu na zapadnięcie zmroku mogliśmy spędzić czas z pilotami i posłuchać o historii bazy oraz współczesnych zadaniach jakich wykonują. Właściwie wszystkie współczesne konflikty: I i II Wojna Światowa, Zimna Wojna (most powietrznych do Berlina w 1948 roku), Wojna w Zatoce Perskiej, na Bałkanach oraz obecnie misja w Afganistanie, oraz wiele innych konfliktów. Po tym naprawdę ciekawym początku pod eskortą wojskową udaliśmy się na płytę lotniska, gdzie oczekiwali prawdziwi mistrzowie wagi ciężkiej: Airbus A330 Voyager, Lockheed Martin C-130J, Airbus A400M Atlas i ogromny Boeing C-17 Globemaster. Odpalono specjalne reflektory, aby ułatwić zrobienie ciekawych kadrów. Można było podejść i zobaczyć te kolosy z bliska. Jednak najlepsze organizatorzy zostawili na sam koniec. Po całkowitym zapadnięciu zmroku personel zaczął przygotowywać Herculesa C-130J oraz ku ogromnej uciesze wszystkich zgromadzonych Airbusa A400! Załogi wprost przed nami zaczęły odpalać silniki tych maszyn oraz błyskać światłami. Mimo że tego wieczoru nic nie latało, to byliśmy świadkami prawdziwego show (choć odrobinę oślepieni reflektorami i niemal głusi od ryku silników). Ten jesienny wieczór na długo zapadnie nam w pamięci. Jednak całe to wydarzenie miało jeszcze ważniejszy cel niż udane zdjęcia. Podczas tej nocnej sesji zdjęciowej organizatorom udało się zebrać £5000 (prawie 25 000 PLN), które w całości zostały przekazane na rzecz fundacji JonEgging Trust. Jon Egging był pilotem 'Red Arrows', który tragicznie zginał 20 sierpnia 2011 r. podczas pokazów w Bournemouth Air Festival. Bardzo popieramy takie akcje i cieszymy się, że mogliśmy wspomóc. Zapraszamy do obejrzenia relacji zdjęciowej z tej wizyty. Marek 'Maras' Gembka

MARYLAND FLEET WEEK & AIR SHOW BALTIMORE (USA, KBWI)

Baltimore Air Show 2016 to pierwsza edycja pokazów lotniczych podczas odbywającego się rokrocznie Maryland Fleet Week. Do tej pory odbywały się z reguły tylko przeloty nad miastem i nad położonymi przy wejściu do portu Baltimore – historycznymi fortyfikacjami w kształcie pięcioramiennej gwiazdy, czyli Fortem McHenry. W 2016 roku postanowiono jednak zorganizować pełnowymiarowe pokazy lotnicze, których centralnym miejscem miał być właśnie Fort McHenry. Jest to dla Ameryki bardzo ważne miejsce. Jego obrona przed brytyjskim bombardowaniem 13 września 1814 roku zainspirowała Francisa Scotta Key'a do napisania wiersza The Star-Spangled Banner, który w 1931 roku stał się tekstem oficjalnego hymnu państwowego Stanów Zjednoczonych. Głównymi gwiazdami pokazów, które niczym potężny magnes przyciągnęły nas do Baltimore prosto z zachodniego wybrzeża USA były samoloty F-22 Raptor, F-35 Lightning II i oczywiście zespół akrobacyjny Blue Angels! Planując wizytę na pokazach nad oceanem, liczyłem na widowiskowe oderwania. Jednocześnie obawiałem się kapryśnej morskiej pogody. Ta jednak okazała się dla nas wyjątkowo łaskawa. W ogóle wszystko co tylko mogło - idealnie zagrało. Dwa dni pokazów były dla nas jak „wiosenny” piknik połączony z wyjątkową fotolotniczą ucztą. Które elementy pokazów na pewno na długo zapamiętam? Zieloną trawę Fortu, na której tuż przy linii oceanu rozbiliśmy nasze obozowisko. Piękne słoneczko, które współpracując ze sporą wilgotnością powietrza dodawało do pokazów tak pożądanej przez nas magii. Dynamiczne manewry wszystkich latających maszyn. Genialnego komentatora pokazów - Roba Reidera, który zaskoczył nas wybitnym odśpiewaniem amerykańskiego i kanadyjskiego hymnu, by następnie trzymać nas na wysokim poziomie pozytywnych emocji do samego końca imprezy. Ciekawe rozmowy z amerykańskimi miłośnikami lotnictwa, którzy nie mogli się nadziwić, że chciało nam się z tak daleka przyjechać na te ich - jak to sami nazwali – małe pokazy. Spotkanie z Tylerem Daviesem -  komentatorem Blue Angels, który na zmianę rozmawiał, robił sobie z nami zdjęcia i komentował kolejne manewry swoich błękitnych przyjaciół. Powiewającą nad Fortem McHenry historyczną amerykańską flagą, na której znajduje się jedynie 15 gwiazd. No i najważniejsze – naszą w tym wszystkim, niczym nie skrępowaną zabawę. Pokazy idealne? Biorąc pod uwagę cztery najważniejsze dla mnie elementy, którymi są akcje lotnicze, możliwość ich fotografowania, warunki pogodowe oraz panującą atmosferę, raczej tak. Po obejrzeniu fotograficznego łupu – na pewno TAK! :) Sławek hesja Krajniewski

SAN FRANCISCO FLEET WEEK 2016 (USA, KSFO)

Kalifornia… piękne plaże, słońce, ocean i most Golden Gate… czy można wyobrazić sobie lepsze miejsce na wakacje w październiku? A jeśli dołożyć do tego np. Breitling Jet Team, F-22, F-35 oraz Blue Angels?? … otrzymamy San Francisco Fleet Week 2016… tydzień poświęcony głównie marynarce wojennej, ale z pięknymi dwudniowymi pokazami nad zatoką San Francisco. Tomasz "deoc" Szczech

AXALP…, KTÓREGO NIE BYŁO (Szwajcaria, LSAX)

Początek października to miesiąc, który w kalendarzu fotolotniczym zajmuje szczególne miejsce, za sprawą nie mniej szczególnych pokazów lotniczych odbywających się w szwajcarskich Alpach. Niestety rok 2016 okazał się wyjątkowo pechowy dla Szwajcarskich Sił Powietrznych, które w wypadkach straciły ludzi i maszyny. W wyniku tych wydarzeń pokazy lotnicze na poligonie w Axalp zostały odwołane. Jednak pokazy w Axalp to nie tylko poligon ale również wyjątkowa baza lotnicza w Meiringen, którą tym razem odwiedzaliśmy wyjątkowo często. Piotr "Rzepka" Kostur

HYDROZAGADKA CZYLI GIDROAVIASALON 2016 (Rosja, URKG)

Egzotyczny Gelendżik to rosyjski, czarnomorski kurort w pobliżu Krymu, w którym ulokowano bazę testową biura im. Berieva. Hydrosalony organizuje się tu od 1996 r. w rytmie dwuletnim a tegoroczna edycja jest jubileuszowa. Raz, że salon obchodzi 20-lecie, a dwa w Taganrogu, głównej siedzibie Berieva obchodzą 100-lecie aktywności lotniczej. W obecnych czasach wyjazd w okolice Krymu nie wydaje się najszczęśliwszym pomysłem, ale trzeba przyznać, że lot via Moskwa nie sprawia żadnych trudności a jakość usług nie odbiega od powszechnie przyjętych norm. Dopiero sam aeroport Gelendżik cofa nas kilkanaście lat wstecz - wszystko znajduje się w wiatach i barakach, łącznie z karuzelą na bagaże, ale działa piekielnie sprawnie. Dość powiedzieć, że bagaże kręciły się na karuzeli zanim ściągnęli tam pasażerowie. Lotnisko Gelendżik i hydrobaza Berieva tworzą zwarty kompleks  lotniczy nad malowniczą Złotą Zatoką. Podejście Airbusa 320 Aeroflotu do lądowania ukazuje kilka ciekawych maszyn stojących na płycie lotniska, np. Mi-28 i Ka-52.  Salon zorganizowano tak, że w hydrobazie zorganizowano niewielką stojankę dla mniejszych wodnosamolotów, a większe bestie i śmigłowce miały osobną stojankę na lotnisku Gelendżik, dosłownie 3 km od hydrobazy. Pomiędzy obu statykami kursował autobus wahadłowy. To bardzo wygodne rozwiązanie udało mi się wykorzystać tylko raz, za to w fotogenicznej deszczowej aurze kiedy odwołano loty. Rozwiązywanie hydrozagadki rozpoczynam 21 września br.,  na dzień przed oficjalnym terminem otwarcia salonu, od próby zarejestrowania się w biurze prasowym. Okazało się to pewnym wyzwaniem ze względu na trwający wciąż okres przygotowawczy. Taki okres ma swoje prawa. Personel malutkiej bazy testowej musi dopiero oswoić się z tłumem natrętów i na wszelki wypadek usztywnia się „na nie” i w większości przypadków przybiera ton oficjalny, nakazowo-rozdzielczy, mówiąc współczesnym językiem - wyjątkowo asertywny. No, taki jak gospodarza Anioła z Alternatyw 4. Dodatkowo wrażenie chaosu potęgują kotłujący się w pokaźnej liczbie policjanci i stojący w kolejce po przepustki kierowcy i robotnicy budujący stoiska wystawowe. Ale tak jest tylko do momentu skutecznego dotarcia do właściwych osób z biura prasowego. Wtedy w magiczny sposób bariery znikają i „innostraniec” zostaje szybko i skutecznie wyposażony w odpowiedni identyfikator. Od tej chwili zasadniczo barier brak. Wchodzę na teren bazy i rzucam się fotografować przygotowania do salonu. A tu same smaczki – rozwijanie trawy, obsadzanie rabatów, malowanie i kładzenie asfaltu. Organizują się również stoiska wystawców. Zaczyna być interesująco. W międzyczasie zaprzyjaźniam się z Andriejem Salnikovem, szefem służb prasowych Berieva. Nie można inaczej bo teren bazy jest mały i dosłownie co chwila na siebie wpadamy. Od Andrieja dowiaduję się, że częstym bywalcem u Berieva i u Andrieja osobiście bywa Piotr Butowski, znany popularyzator rosyjskiej techniki lotniczej. Te utrwalone wcześniej relacje polsko-rosyjskie bardzo ułatwiają pracę i okażą się regułą także w kontaktach z innymi osobami na salonie. Sam fakt posługiwania się moim ubogim j.rosyjskim zostaje natychmiast doceniony chociaż z perspektywy czasu może warto było poddać się profesjonalnej obsłudze „pieriewodczika” w osobie sympatycznej dziewczyny z biura prasowego. Okazuje się, że pomyślano o takim ułatwieniu dla pojedynczych sztuk gości z zagranicy. Pierwszego dnia salonu o ósmej rano melduję się w press-centrze, pobieram program lotów i od razu podziwiam lot rozpoznawczy jednego z Vitjazi. I tu niespodzianka. To długie, co najmniej 20-minutowe rozpoznanie z treningiem figur pokazu zasadniczego. Tego dnia program w powietrzu jest ubogi, i tylko (albo aż!) o godz. 10 mają pokazać się w grupowym pokazie Vitjazi a o godz. 11 Striżi. Na wygodną fotomiejscówkę wybieram keję po prawej stronie bazy i wkrótce dołączają do mnie lokalni fotografowie. Od razu robi się serdecznie. Spokojnie fotografujemy z kei, ale tylko do czasu. Pierwszy dzień salonu to przede wszystkim uroczystość oficjalnego otwarcia w obecności ministra przemysłu i handlu Federacji Rosyjskiej. Podobnie jak u nas oficjałka jest ważniejsza od wszystkiego innego i trzeba ją po prostu jakoś przetrwać. Przed pokazem Vitjazi pojawił się niestety na kei ustawowo smutny policjant i na czas przylotu helikoptera z VIPami wygonił całe towarzystwo na brzeg. Jakoś udaje się nam ulokować u wlotu na keję w namiocie gastronomicznym. Dopiero teraz zauważam, że cała keja wyłożona jest sztuczną trawą jak na Orlikach, zapewne dla VIPów właśnie. Mi-8 z VIPami rzeczywiście przylatuje, omija keję i siada tuż obok nas demolując przy okazji namiot gastro i nasze kubki z piwem. Ale nic to, przygoda jest przednia bo śmigłowiec siada dosłownie 10 m od nas a nie ma gdzie się wycofać. Keja pozostaje zamknięta, przenosimy się więc pod wieżę kontroli lotów umieszczoną na budynku „press-centra” co szczęśliwie pozwala akredytowanym przemieszczać się swobodnie przez budynek w tę i we w tę od pawilonów wystawienniczych do stojanki Be-200 i Be-103.  I bingo, udaje się przyfocić Be-200 na wprost rampy podczas wyjazdu z wody. Uprzejmy kierujący ruchem na stojance usunął się z osi wjazdu na czas fotografowania – myślę, że to kolejny przejaw serdeczności Rosjan. Fotografuję jak oszalały, ale pamiętam, że ludzie tu pracują i usuwam się kiedy należy.  Popołudniowy program lotów jest luźno dotrzymywany, ale wszystkie punkty programu dokończono z opóźnieniem korzystnym dla fotografii. Be-200 zrzuca wodę przy pięknym zachodzie słońca. I tu ciekawostka, jeszcze tego samego dnia udaje mi się wejść na dach press-centra, tuż obok wieży kontroli. To niby żadne osiągnięcie, jednak Rosja to Rosja, miejsce jest strategiczne i policjant pilnujący wejścia na dach każe się dodatkowo rejestrować w administracji poniżej, wprawiając wskazane służby w niemałą konsternację. Problem rozwiązano poprzez uzyskanie zgody samego dyrektora lotów – przemiłego Kima Nikitenko, dzięki czemu resztę dnia spędzam wygodnie na dachu. Zgoda szefa od razu nastawia do mnie pozytywnie wspomnianego policjanta, który niespodziewanie otwiera się i wspomina, że pracował kiedyś w Polsce dla stoczni Nauta. Od tej chwili jest już tylko łatwiej. Drugiego dnia salonu z rana próbuję wbić się przez bramkę służbową na teren bazy i od razu wzbudzam czujność policjanta. Oschle sprawdza paszport, presskę i wypytuje o zawartość plecaka. Z niejakim pobłażaniem traktuje Polaka, ale… to tylko oficjalna poza. Sprawdził mnie ten jeden raz i do końca salonu już z daleka serdecznie pozdrawia i bez problemu przepuszcza przez bramkę, mimo że ta piszczy jak szalona. Mam w ręku program lotów i będzie on ulegał tylko niewielkim zmianom przez kolejne dni salonu. Każdego dnia można było liczyć na zespoły Striżi i Vitjazi, dodatkowo w godzinach porannych jeden z lotników którejś z grup przeprowadzał zwiad pogodowy nad zatoką dodatkowo wykonując regularny 20-minutowy trening. Każdego dnia, ale nie tego. Jakimś cudem wbijam się na przedlotowy briefing prowadzony przez dyrektora Nikitenko. Na briefingu wszystkie służby lotniskowe, łącznie z lekarzami i meteorologami, meldują swój status na dany dzień. I niestety służba meteo przewiduje załamanie pogody. Postanawiam więc wykorzystać wolny czas na zwiedzenie drugiej części statyki na lotnisku Gelendżik a jak wspomniałem między obu stojankami kursuje autobus wahadłowy. Nie zważam na załamanie pogody - silny wiatr i deszcz i po raz pierwszy w życiu oglądam Be-12, Ił-38, niestety przez barierki, oraz zupełnie z bliska i bez żadnych ograniczeń Mi-28, Ka-52, fabrycznie nowy, jeszcze niepomalowany egzemplarz Be-200 i turbinową wersję An-2. Załamanie pogody sprawiło, że tę statykę fotografowało się wyjątkowo wygodnie, ludzi wywiało a maszyny efektownie ociekały wodą. Wreszcie wracam do hydrobazy, wałęsam się po niej  leniwie i w końcu integruję z pracownikami press-centra. Dość powiedzieć, że kończy się na kanapkach i kawie dla korespondenta z Polszy (serdecznie dziękuję spikerce salonu p. Natalii Klimenchenko).  Jeszcze milej spędzam wieczór na oficjalnym bankiecie Gidroaviasalonu w hotelu Primorie. Impreza jest przednia, Rosjanie potrafią się bawić, nawet w obecności ministra i innych VIPów tym bardziej, że na wody zatoki wypłynęły dwa statki, z których urządzono obłędny pokaz sztucznych ogni. Impreza okazuje się jeszcze o tyle cenna, że dogaduję się z Mariną Lystsevą (http://fotografersha.livejournal.com/) , że kolejny dzień spędzimy razem w górach wokół zatoki próbując focić pokazy z szerszej perspektywy. Uwaga na taksówki w Rosji! Telefoniczne przyjęcie zamówienia nie zawsze oznacza, że zamówienie będzie zrealizowane. Trzeciego dnia jestem umówiony z Mariną na godz.10-tą, zamawiam taxi na 9-tą i… nic. Dopiero interwencja u moich gospodarzy (pozdrawiam serdecznie właścicieli apartamentów Omela Family – zaledwie 100 m od głównego wejścia na salon!) sprawia, że prujemy na złamanie karku przez miasto żeby zdążyć na umówioną godzinę spotkania. A obiecaliśmy sobie, że Marina czekać nie będzie. I jest, udało się, Viktoria, mój szalony kierowca ma nosa mówiąc, że kobieta, szczególnie rosyjska, na pewno o czasie w te góry nie wyjedzie ;-) Przygotowany na wspinaczkę z ulgą przyjmuję pomysł Mariny, że wjedziemy na górę… kolejką linową. Okazuje się, że jest taki przybytek jak gelendżidzki Safari Park, który oprócz zoo oferuje wjazd na okoliczne szczyty ze wspaniałym widokiem na całą zatokę. Hydrobaza majaczy w oddali i za chwilę pojawiają się Vitjazi. Fotografujemy jak szaleni i dopiero po zakończenia jak zwykle długiego pokazu przychodzi refleksja – niestety jesteśmy za daleko. Dopiero stąd widać jak blisko bazy się lata, chociaż w bazie wydaje się, że daleko. Do tego dochodzi mydełko od termiki powietrza, słowem nie jest wesoło. Niestety program lotów tego dnia jest także niekorzystny bo dosyć ubogi. Nie pojawiają się Striżi a Be-200 w formacji z dwoma Be-103 nie robią z tej odległości tak dużego wrażenia. Za to można ująć szerszy plan i zobaczyć jak długo utrzymuje się na wodzie kilwater Be-200. Wniosek – góry otaczające hydrobazę jednak nie są najlepszą miejscówką. Trzeciego dnia, po powrocie z gór, jest też czas na podziękowania i podarki. W biurze prasowym w moje ręce wędruje album „Historia budowy samolotów w Taganrogu. 80 lat biura im.Berieva” autorstwa S.Emelianova, A.Zabłockiego i A. Salnikova. Ja przytomnie rewanżuje się wkładem do coli. Ostatni, czwarty dzień Gidroaviasalonu to jak zwykle podczas kilkudniowych imprez, konsumpcja znajomości i zabawa w już znane klimaty. Wiem kiedy, jak i gdzie polecą. Mam program lotów z biura prasowego, dodatkowo zaktualizowany przez dyrektora lotów, wszyscy się znają i pozdrawiają. Nawet policjant na bramce, i drugi na dachu, ten od stoczni Nauta, z uśmiechem witają "ocień pozitivnowo" Polaka z ogromnym plecakiem. Nikt mnie już w żaden sposób nie sprawdza. Zgodnie z planem zaczynają Striżi dając solidny 25-minutowy pokaz, w końcu to niedziela i tłumy Rosjan ściągnęły na salon. Policja wyjątkowo łagodnie obchodzi się z publiką, nawet keja jest dzisiaj dostępna co należy uznać za ewidentną przychylność władz. Program lotów jest mniej więcej powtarzalny bo oprócz Striżi i Vitjazi latają jak zwykle tylko Be-200, Be-103, P20 Ptieniec, Mi-28, Ka-52 i tym razem po raz pierwszy na Gidroaviasalonie turbinowa modyfikacja An-2 czyli TWS-2TD. Wszystko to focę z wyjątkowo dostępnej kei. Dzień kończą Russkije Vitiazi i na ten czas przenoszę się na wieżę kontroli lotów. Rozumiejąc sytuację („oficer FSB gdzieś w pobliżu” szepce sympatyczna pani z biura), dyrektor Nikitenko wyjątkowo wylewnie wita mnie na dachu. Pewnie tak, żeby oficer FSB widział i uznał mnie za swego. Cóż, wypada serdecznie podziękować. To są te klimaty, których nie uświadczy się na Zachodzie, gdzie wszystko jest jasne i przewidywalne, a już na pewno wiadomo kto, gdzie i kiedy może przebywać. Ale jakie to nudne... Po zakończeniu krótkiego, dwugodzinnego programu lotów, przechodzę do biura prasowego i w końcu mam czas porozmawiać z młodym, wszechobecnym fotografem Aleksandrem Martinovem. Polecam jego portfolio a szczególnie jego zdjęcie roku, na www.russianairplanes.net . Jako pierwszy SPFLowiec na Gidroaviasalonie mogę zapewnić, ze hydrozagadka została rozwiązana, fotograficznie jest godna polecenia, a Gelendżik wart odwiedzin. Kolejna edycja już w 2018 roku, na pewno z naszym udziałem. Sylwester „eSKa” Kalisz

NATO DAYS OSTRAVA 2016 (Czechy, LKMT)

17-18 września b.r. odbyły się pokazy NATO DAYS w Ostrawie. Jedna z nielicznych imprez lotniczych gdzie oglądając pokazy można podziwiać samoloty latające tuż nad głową a do tego skosztować bramboraka i napić się wyśmienitego czeskiego piwa. Obawialiśmy się trochę o pogodę – zmoknąć żadna przyjemność a i sprzęt fotograficzny wody nie lubi. Niestety w sobotę spędziliśmy kilka godzin stojąc w deszczu i błocie, jednak to co działo się na niebie w tym czasie pozwoliło zapomnieć o tych „drobnych” niedogodnościach. Masa oderwań, niskie przeloty, huk i ogień dopalaczy skutecznie rozgrzewały sobotnie deszczowe popołudnie. W tym weekendowym lotniczym koncercie przygrywali nam między innymi: F-18 Demo Team (Szwajcaria), 5x Eurofighter (Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania, Austria i Niemcy), Rafale Solo Display (Francja), MiG-21 (Rumunia), “ojczyznę Ikei” reprezentowała rodzinka Saabów – Tunnan, Draken, Viggen oraz Gripen. Łukasz "Rajmund" Jarkowski

ATHENS FLY WEEK 2016 (Grecja, LGTG)

Nadszedł wrzesień, sezon pokazowy zbliża się ku końcowi. Od lat przyjęło się, (przynajmniej w naszym kraju) że ostatnią dużą imprezą w sezonie są Dni NATO w Ostrawie. Świetne pokazy z wyjątkową miejscówką w buraczanym polu, wiadomo. Od dwóch lat jednak staramy się „promować” jeszcze inną, odbywającą się w podobnym terminie imprezę. W tym roku ponownie jako alternatywę dla Ostrawy wybraliśmy Athens Flying Week. Przez ostatnie lata impreza zawsze odbywała się w Atenach na lotnisku w bazie Tatoi. Tegoroczna edycja pokazów została jednak przeniesiona do bazy Sił Powietrznych w Tanagra, siedemdziesiąt kilometrów na północ od stolicy Grecji. Powodem zmiany lokalizacji było zaostrzenie przepisów bezpieczeństwa dotyczących pokazów  w powietrzu nad terenami zamieszkanym. Nowa lokalizacja, baza Tanagra na co dzień jest „domem” 331. i 332. eskadry lotniczej wyposażonej w samoloty Mirage 2000. W tym roku dla miłośników lotnictwa przygotowany został bardzo atrakcyjny pakiet spotterski. Zakładał on aż pięciodniowy pobyt na terenie pokazów (w dzień przylotów, dzień treningów, dwa dni pokazów oraz dzień wylotów). Dla spotterów wyznaczono dwie strefy do fotografowania: pierwszą usytuowana blisko początku pasa - na dzień przylotów i odlotów oraz drugą, z wybudowana  trybuną, umiejscowioną blisko osi pokazów. Ponadto w dniach poprzedzających pokazy  umożliwiono nam realizację kilku sesji zdjęciowych w „promieniach zachodzącego słońca” maszyn zgromadzonych na wystawie statycznej oraz na płaszczyznach postojowych na terenie bazy. Athens Flying Week nie jest (jeszcze) imprezą duża, ale na pewno bardzo ciekawą. Jak co roku mocną reprezentację wystawili gospodarze. W powietrzu mogliśmy podziwiać „Zeus-a” (demo na F-16), „Dedalus-a” (demo na T-6) i „Pegasus-a” (demo na AH-64). Ponadto swoje umiejętności zaprezentowali piloci z bazy Tanagra (Mirage 2000) wykonując widowiskowy pokaz walki powietrznej oraz realizacji procedury „Renegate” razem z B-737 rumuńskiej linii lotniczej Blue Air. Na krótką chwilę na niebie nad Tanagrą  zagościła również para F-4E ze 114 Skrzydła Taktycznego. Niestety, wyczekiwane przez wszystkich Phantomy pojawiły się na bardzo krótko prezentując mało atrakcyjną fotograficznie „symulację ataku na lotnisko”. Zupełnie niepotrzebnie, wystarczyłoby nam kilka niskich przelotów. ;)  Szkoda była tym większa, że niektórzy z kolegów aby je zobaczyć przylecieli do Grecji aż z Japonii (!). Świetne pokazy dały za to załogi śmigłowców Hellenic Navy. W powietrzu zaprezentowały się:   S-70 Aegan Hawk i AS332C1 Super Puma. Obie załogi oprócz podniebnych ewolucji zaprezentowały elementy współpracy z oddziałami specjalnymi (desant grupy szturmowej i akcje CSAR-u). Warto jeszcze na chwile wrócić do pokazu zespołu „Pegasus” czyli demo prezentującego możliwości śmigłowca AH-64. Co roku w powietrzu prezentują się dwie maszyny Alpha (AH-64A ) i Delta (AH-64D). W tym roku załogą podstawową była Alpha.  Pokazy greckich Apache są bardzo ciekawe i widowiskowe.  Różnię się od tego co prezentują Holendrzy czy Brytyjczycy. W tym roku niestety piloci nie mogli wystrzeliwać flar ale za to pokazy odbywały się w pięknym świetle zachodzącego słońca. Naprawdę było na co popatrzeć.  Jak dotąd pokazy teamu „Pegasus” można oglądać tylko w Grecji. Podobnie, jak w latach poprzednich również i w tym roku silną reprezentacje wystawiły Polskie Siły Powietrzne. W pokazach dynamicznych biało czerwoną szachownice miały zaprezentować: F-16 Tiger Demo, Su-22 Demo Team oraz „Biało- czerwone Iskry”. Niestety tuz przed rozpoczęciem imprezy otrzymaliśmy informację, że nasz F-16 nie przyleci, a zamiast pary Su-22 będzie tylko „szparka” na wystawę statyczną. W komplecie dotarły za to „Iskry”, które dały dwa bardzo dobre pokazy.  Oprócz reprezentacji PSP w pokazach dynamicznych zaprezentowało się belgijskie F-16 Demo, oraz hiszpański zespół Patrulla Aguila na samolotach Casa C-101.  Oba teamy dały bardzo dobre pokazy. Oprócz maszyn wojskowych prezentowały się także cywilne zespoły akrobacyjne, śmigłowce i samoloty historyczne… oraz jeden człowiek-odrzutowiec . Podczas dni spoterskich mieliśmy jeszcze możliwość  „ustrzelenia” paru maszyn, które nie brały udziału w pokazach , jak np. jedynego latającego  greckiego P-3 Orion,  należącego do RAF CH-47, pożarniczego CL-415 oraz kilku lokalnych Mirage 2000 i F-16.  Poza maszynami w locie bardzo ciekawie prezentowała się wystawa statyczna. Zgromadzono na niej m. in. bogatą kolekcję świetnie zachowanych maszyn historycznych eksploatowanych w HAF. Można tam było podziwiać C-47, F-86, F-104, Mirage F-1 i dwa A-7 w malowaniach okolicznościowych. Ponadto na miłośników lotnictwa czekały również Mirage 2000, śmigłowce: S-70, AH-64, CH-47 (RAF) i nasze C-295 i Su-22U3M. Jak pisałem wcześniej AFW to (jak do tej pory) nieduża impreza, ale na pewno warta odwiedzenia. Mocnymi atutami tegorocznej edycji były:  bobrze zorganizowany pakiet spotterski,  świetny, rozumiejący nasze potrzeby personel oraz bardzo ciekawy zestaw „lokalnych przysmaków”. Phantomy, Mirage, Buckeye… już niedługo odejdą na emeryturę, a AFW daje jeszcze szanse aby je zobaczyć w powietrzu. Zmiana lokalizacji otwiera przed Teamem AFW nowe możliwości. Większe lotnisko pozwoli na zapraszanie większej liczby zespołów pokazowych i ogólny rozwój imprezy. Czego im i sobie bardzo życzymy. Przemek „Youzi” Szynkora

PIKNIK LOTNICZY W 23. BAZIE LOTNICTWA TAKTYCZNEGO (Polska, EPMM)

Od początku roku, kiedy aktualizujemy informacje dotyczące pokazów lotniczych oraz układamy swoje plany na sezon lotniczy, jako stałego obowiązkowego punktu wypatrywaliśmy pikniku w Mińsku. Niestety na wielu forach, oficjalnych witrynach i fanpejdżach nie było żadnych przesłanek dotyczących tej małej, ale jakże urokliwej imprezy. Pierwsza wzmianka o pikniku w 2016 pojawiła się późną wiosną i mogliśmy spokojnie odetchnąć, że jednak święto 23. BLT nas nie ominie. 10 września, to data pikniku, który można powiedzieć przechodzi do historii z uwagi na kilka bardzo ważnych faktów, zarówno dla samej jednostki operacyjnej kultywującej tradycje 1. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego im. Tadeusza Kościuszki jak również dla wszystkich pasjonatów lotnictwa i fotografów lotniczych. Pierwszy powód wyjątkowości to zakończenie projektu pod nazwą "Kosynierzy Warszawscy", polegającego na okolicznościowym malowaniu naszych MiG-ów. Ostatnie malowanie otrzymał samolot o nb 54 (2960532354). Ten egzemplarz zwięcza dzieło wolontariuszy Fundacji Historycznej Lotnictwa Polskiego. Kolejna nie lada gratka to pierwszy publiczny wspólny pokaz samolotu MiG-29 pilotowny przez ppłk. Piotra "Kumana" Iwaszko z Arturem Kielakiem, który zasiadł za sterami samolotu XA-41. Co prawda można było zobaczyć ESF już w Krzesinach na rocznicy służby samolotów F-16, jednak ta impreza miała charakter otwarty, dla wszystkich chętnych. Pod bramą bazy, już przed godziną 9:00, było bardzo tłoczno. Ochrona trzymała wszystkich ostatkiem sił aż do przewidzianej godziny otwarcia. Po dotarciu do strefy publicznej na statyce przyciągał wzrok najświeższego malowania naszego MiGa-29 wraz z pełnym uzbrojeniem. Część oficjalną rozpoczął pokaz zespołu MiG-29/FF Extreme Sky Force. Pokaz unikalny na skalę światową. Niezwykła dynamika oraz odległość miedzy statkami powietrznymi zapierały dech w piersiach. Kolejnymi perełkami były: Su-22 Role Demo, pokaz ratownictwa i podejmowanie poszkodowanego z powietrza. Zakończenie pikniku stanowił pokaz mistrzowskiego pilotażu na samolocie MiG-29 przez kpt. Adriana Rojka. Dla wielu była to główna atrakcja tej imprezy. Część statyczną stanowiła jak zwykle wystawia sprzętu wojskowego, aktualnych i zabytkowych statków powietrznych oraz duża liczba stoisk firm i instytucji związanych z wojskowością i lotnictwem. Łukasz Kulik

FLIEGERTREFFEN HAHNWEIDE 2016 (Niemcy, EDST)

Trzydniowy zlot oldtimerów w Hahnweide uchodzi za największą i najlepszą niemiecką imprezę tego typu. Wg organizatorów w imprezie uczestniczyło 311 samolotów, które podziwiało ok. 40 tys. fanów lotnictwa. Trudno nie potwierdzić tej opinii mając swobodny fotograficzny dostęp do dziesiątek latających pterodaktyli na statyce, ruch lotniczy na trawiastym poletku jak nie przymierzając na lotnisku we Frankfurcie (Niemcy skrupulatnie podają liczbę 891 operacji lotniczych w ciągu 3 dni), no i autentycznie przyjazną atmosferę stworzoną przez organizatorów. Tak więc startami i lądowaniami można było nasycić się do woli. Tyle, że latano daleko, baaardzo daleko a może jeszcze dalej. Kto bywa na ILA w Berlinie niech sobie jeszcze doda dystansu, przemnoży przez faktor “pod słońce”, doda tropikalną pogodę z nieprzyjemną termiką i wyjdzie mu fotograficzna sytuacja na Fliegertreffen 2016. Rozumiejąc podejście organizatorów do bezpieczeństwa lotów i oczywisty brak wpływu na warunki pogodowe należało wykorzystać atuty lotniska w Hahnweide, a te dla fotoświrów są całkiem korzystne. Przede wszystkim lotnisko można i należy obejść a lepiej objechać rowerem żeby wykorzystać pofałdowany teren wokół z doskonałym widokiem na pas. Wygrodzony teren imprezy w każdej chwili można opuścić, w każdej chwili można też wejść z powrotem. Organizatorzy tolerują rowerzystów a więc szybka zmiana fotomiejscówki jest możliwa. Niestety oś pokazów ulokowana była głęboko w lasku przylegającym do lotniska i wszelkie co ciekawsze manewry trudno było uchwycić poprzez korony drzew. Nie dało się również wykorzystać atrakcyjnych ścieżek, które biegną we wspomnianym lasku wzdłuż lotniska, ale po jego drugiej stronie. Ścieżki zagrodzono a terenu skutecznie strzegła policja. Pozostawało zatem rozległe zbocze na przedłużeniu pasa ze wspomnianym doskonałym widokiem na lotnisko. To właśnie tutaj ulokowało się mnóstwo pasjonatów lotnictwa spędzających czas pokazów w piknikowej atmosferze. Słów kilka należy dodać na temat doskonałej organizacji imprezy. Do Hahnweide można przyjechać kamperem lub po prostu z namiotem i spędzić cały czas na okolicznych polach przekształconych w parkingi. Sporo osób biwakowało też w samochodach lub spało wprost na trawie. Doskonałym patentem organizatorów oferowanym akredytowanym fotografom jest możliwość wejścia za barierki na statykę i fotografowania pokazów z tego miejsca. Można wtedy swobodnie przemieszczać się wzdłuż pasa bez obaw, że zasłoni nas jakiś miłośnik drabiny. Zorganizowano to tak, że za kaucją pobiera się odpowiednią kamizelkę i w wyznaczonych godzinach można dowolnie wchodzić i wychodzić z terenu statyki. To naprawdę godne polecenia i proste rozwiązanie ułatwiające pracę. Jeżeli chodzi o rytm pokazów to z pewnością starano się maksymalnie wypełnić cały dostępny czas łącznie ze zmierzchem kiedy to prezentował się szybowcowy Red Bull Blanix Team z fantastycznym pokazem z flarami. Fotografowanie startów i lądowań można było ćwiczyć do woli, dosłownie aż do znudzenia. Latano jednak nie tylko daleko, ale i dosyć zachowawczo, za to na pewno bezpiecznie. To być może efekt zaleceń organizatorów. Na lotnisku Hahnweide zdażały się wypadki a obecna edycja Fliegertreffen powinna odbyć się w ubiegłym roku i wtedy została odwołana. W moim odczuciu jednym z nielicznych autentycznie radosnych i spontanicznych występów były loty w wykonaniu Mikaela Carlsona na Bleriocie XI i Fokkerze Dreidecker. Za to różnorodność maszyn w powietrzu była imponująca. Regularnie latały trzy Ju-52, także trzy An-2, dobrze prezentował się PZL Kruk i warbirdy: Spitfire, Hurricane, P40 Curtiss i Yak-3, zabrakło natomiast Me-109. Niestety słabo prezentowały się nieliczne maszyny odrzutowe. Zapowiedziana niepodziewanie na piątek grupa Patrouille de France pojawiła się na niebie Hahnweide w bezładnym szyku i po prostu przeleciała, zdaje się raz, bez wykonywania jakichkolwiek figur nad lotniskiem. Z kolei Me-262 nigdy na pokazach szczególnie nie błyszczy i nie inaczej było na Fliegertreffen. Podobnie można zakwalifikować występ Fouga Magister. Podsumowując Fliegertreffen 2016 można stwierdzić, że pomimo doskonałej organizacji, różnorodności maszyn, ogromnej liczby startów i korzystnego położenia lotniska wrażenia z tegorocznej edycji imprezy są mieszane i pozostaje pewien fotograficzny niedosyt. Na pewno nie pomagała upalna pogoda. Nie ujawnił się też lotniczy temperament Francuzów, Czechów czy co bardziej wyrywnych Austriaków licznie reprezentowanych na pokazach. Zmora BHP dotarła do Hahnweide i opuściła je dopiero po oficjalnym zakończeniu imprezy. I wtedy nie wiadomo skąd, bez zapowiedzi, pojawił się Lightning i dosłownie pozamiatał. W zachodzącym słońcu schodząc do nas nisko i z animuszem wyglądał zjawiskowo. Tak więc dla mnie prawdziwe Hahnweide zaczęło się dopiero wtedy kiedy się skończyło. Sylwester „eSKa” Kalisz